Przyszły dzieci z probówki, przyszłe mamy, świeżo upieczeni ojcowie. W sobotę przy ul. Bocianiej 13 klinika leczenia niepłodności nOvum otworzyła swoją nową siedzibę.
Wstęgę przecinał dziewięcioletni Wojtek Zamysłowski - pierwsze w nOvum dziecko z probówki. Przyszedł z rodzicami Elżbietą i Stefanem Zamysłowskimi i sześcioletnim bratem Tomkiem (także poczętym w laboratorium nOvum). - Wraz z mężem wyobrażaliśmy sobie, że szczęście to rodzina i dzieci. Okazało się jednak, że będą z tym problemy. Miałam 27 lat, szkoda nam było tracić czasu w kolejkach w publicznej służbie zdrowia - wspomina pani Elżbieta. Małżonkowie od razu poszli do nOvum. Udało się. Już pierwsza próba zapłodnienia in vitro zakończyła się sukcesem.
Leczenie niepłodności jest kosztowne (zastrzyki, badania, zabiegi, kontrole), a państwo Zamysłowscy pracują w budżetówce - pani Elżbieta jest nauczycielką, a pan Stefan technikiem EEG. - Na szczęście finansowo pomogła rodzina. Przy drugim dziecku dostaliśmy już spory rabat - przyznaje pani Elżbieta.
Przychodnia nOvum działa od 1994 r. Jej poprzednia siedziba przy ul. Puszczyka była już za mała, stąd przeprowadzka do nowego budynku. Przez niemal dziesięć lat w ciążę zaszło tam 2301 pacjentek, czyli ok. 30 proc. tych, które podejmowały próbę.
W grupie szczęśliwców jest Jerzy Potocki, który na uroczystość otwarcia przyjechał wprost ze szpitala przy Żelaznej, gdzie chwilę wcześniej jego żona Agnieszka urodziła dziecko.
Jerzy i Agnieszka byli parą jak z bajki: młodzi, piękni, bogaci. On zajmuję się konsultingiem, ona architekturą wnętrz. Okazało się jednak, że z powodu przebytej choroby pani Agnieszka ma kłopot z zajściem w ciążę. Do nOvum małżonkowie zgłosili się trzy lata temu. Kilka prób zapłodnienia in vitro nie powiodło się.
- Już myśleliśmy, że nic z tego nie będzie, nawet zgłosiliśmy się do ośrodka adopcyjnego. Warto było jednak próbować nadal. Po którymś razie akurat wracaliśmy z wakacji, gdy okazało się, że test ciążowy wyszedł pozytywnie - mówi. - Chcemy mieć więcej dzieci i na pewno będziemy je mieć - dodaje pan Jerzy.
Serce na ścianie
Przychodnia nOvum to prawdziwy rodzynek wśród domów i biurowców stawianych przy ul. Puławskiej od Sasa do Lasa. Wyróżnia go bardzo wysoka jakość architektury. Wklęsła fasada zachęca, by wejść do środka. - Taki kształt pozwolił nam uratować rosnące w pobliżu drzewo - wyjaśnia prof. Andrzej Kiciński, architekt i główny projektant.
Spory budynek (ok. 2,7 tys. m kw.) został optycznie rozbity na trzy części: wejściową, przychodnię i zabiegowo-laboratoryjną. Ciągną się one w głąb działki przylegającej do Puławskiej, pośrodku spina je w całość atrium. Także podziały poziome, ciężki parter obłożony dużymi płytami z piaskowca czy gzyms koronujący ze spatynowanej miedzi mają dać złudzenie, że skala obiektu jest mniejsza niż w rzeczywistości. W sąsiedztwie bowiem nadal przeważają domy niezbyt duże.
- Inwestor naciskał, by w środku nic nie kojarzyło się z typową przychodnią - stłamszonymi pacjentami, ciasnotą, lamperiami - mówi prof. Kiciński.
Na posadzkach leży granit o ciepłej kolorystyce Kashmir white, a ściany zdobi piaskowiec. Całe wnętrze poczekalni skąpane jest w świetle, które wpada m.in. przez szklany dach. - Nie było jeszcze takiego projektu. Tu bardzo ważne były detale. Nawet fugi w środku współgrają z podziałami na elewacji - podkreśla Antoni M. Szukalski, dyrektor spółki Alpine Mayreder Polska (generalny wykonawca).
Za najważniejsze pomieszczenie uważa on pokoje do oddawania nasienia, „bo tu wszystko się zaczyna". Są niewielkie i w przeciwieństwie do pozostałych utrzymanych głównie w bladej zieleni uderzają żywymi kolorami, które mają działać pobudzająco. Skórzane fotele i puf są czerwone. Ściany - cielistooranżowe. Jest jeszcze umywalka, bidet i naturalnie pisma pornograficzne na stoliku, które mają ułatwić zadanie przyszłym tatusiom dzieci z probówki.
Budynek jest najeżony nowoczesną techniką. Ma podwójne zasilanie elektryczne i na wszelki wypadek - agregat prądotwórczy, klimatyzację z dowilżaniem, system BMS kontrolujący pracę jego urządzeń czy własne ujęcie wody.
Dariusz Bartoszewicz
Autorzy - Andrzej Kiciński (główny projektant),
Marcin Bednarczyk, Robert Jaworski.
Perfekcyjny team
Katarzyna Kozioł i Piotr Lewandowski, założyciele nOvum, są małżeństwem ginekologów położników. Ona zapłodnieniem pozaustrojowym zajmowała się w zakładzie genetyki CZD, on w Essen w Niemczech w prywatnej klinice leczenia niepłodności. Spotkali się w szpitalu kolejowym w Międzylesiu. W 1994 r. otworzyli własną przychodnię specjalizującą się w leczeniu niepłodności. Najpierw pomagali im Niemcy, do nich zresztą początkowo kierowali na zabiegi sztucznego zapłodnienia pary z Polski. Chętnych było jednak tak wielu, że wkrótce zaczęli sami wprowadzać metody sztucznego zapłodnienia.
W 1995 roku przeprowadzili pierwszą w Polsce mikromanipulację (pod mikroskopem wprowadza się plemnik do komórki jajowej). Obecnie co roku wykonują kilkaset takich zabiegów. W nowej siedzibie ta liczba się jeszcze zwiększy. Klinika przy Bocianiej jest ich największym osiągnięciem, wzięli na nią wielomilionowy kredyt. Zdaniem współpracowników nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie stworzyli idealnego, świetnie uzupełniającego się teamu.
Katarzyna (zajmuje się laboratorium) o Piotrze (przyjmuje pacjentki):
Jak sobie coś postanowi, to nie ma rzeczy niemożliwych. Potrafi zjednywać sobie ludzi, przekonać ich do swoich idei.
Piotr o Katarzynie:
Jest szybka, perfekcyjna, w pracy jak kombajn, nigdy się nie myli. Zajmuje się też czwórką naszych dzieci.
Iwona Dudzik
Gazeta Wyborcza, 2004 I 12