Po 7 nieudanych transferach przyszedł czas na szczęśliwą 8 ❤️
Po 7 nieudanych transferach przyszedł czas na szczęśliwą 8 Nasza historia w tej klinice zaczęła się ponad 5 lat temu, choć starania o dziecko rozpoczęliśmy znacznie wcześniej. Dziś jestem w 22. tygodniu ciąży, która rozwija się książkowo, a ja wciąż czasami nie mogę uwierzyć, że to naprawdę się wydarzyło.
Mam endometriozę IV stopnia, liczne zrosty i torbiele w jajnikach, a moje AMH z czasem spadło z 1,00 do zaledwie 0,19. Po drodze przeszliśmy przez 7 nieudanych transferów. Były momenty trudne, ale ani razu nie zwątpiłam w fachowość i zaangażowanie całego zespołu.
Chciałabym szczególnie podziękować dr. Piotrowi Lewandowskiemu, który przez te wszystkie lata wytrwale i cierpliwie walczył razem z nami o ciążę. Ogromnie doceniam to, że do każdego transferu podchodził indywidualnie. Próbowaliśmy różnych sposobów przygotowania, dzięki czemu cały czas miałam poczucie, że szukamy rozwiązania, a nie stoimy w miejscu. Czułam się zaopiekowana i wiedziałam, że doktor naprawdę zna naszą historię i szuka najlepszego rozwiązania właśnie dla nas.
Mimo bardzo słabych wyników udawało się uzyskiwać zarodki dobrej jakości, choć najczęściej pobierano ode mnie zaledwie 1–2 oocyty. Na pewno jest w tym ogromna zasługa całego sztabu embriologów z dr Kozioł na czele. Wcześniej, w innej klinice, przy większej liczbie pobranych oocytów zarodki niestety obumierały. Tutaj, mimo tak trudnej sytuacji, cały czas była nadzieja.
Jedną z największych zalet kliniki jest dla mnie to, że patrzy na pacjenta całościowo. W jednym miejscu mamy dostęp do naprawdę świetnych specjalistów z różnych dziedzin i nie trzeba samemu szukać kolejnych lekarzy na zewnątrz. Od diagnostyki, badań krwi i przygotowania do procedury, przez cały proces leczenia, aż po dodatkowe badania czy zabiegi, które mogą zwiększyć szanse na powodzenie. W moim przypadku były to m.in. histeroskopie czy HyCoSy, czy nawet sklerotyzacja torbieli. Dzięki temu przez te wszystkie lata miałam poczucie, że ktoś naprawdę patrzy na całą historię, a nie tylko na pojedynczy wynik czy kolejny transfer.
Bardzo ważnym momentem było właśnie wykrycie przez dr. Dońca wodniaka jajowodu, który wraz z postępującą endometriozą coraz bardziej przeszkadzał w całym procesie. Po jego usunięciu mogliśmy spróbować ponownie.
I w końcu – po 7 nieudanych transferach – przyszedł ten 8. i szczęśliwy.
Dziś jesteśmy w zupełnie innym miejscu. Czekamy na nasze wymarzone dziecko i po tylu latach walki jest to dla nas niewyobrażalne szczęście. Co więcej, w klinice czekają na nas jeszcze nasze zarodki, dlatego możemy powiedzieć, że nasza przygoda z kliniką jeszcze się nie kończy. Mamy nadzieję, że być może w przyszłości dzięki nim nasza rodzina jeszcze się powiększy.
Nie mogę też nie wspomnieć o ludziach, którzy tworzą to miejsce. Przez tyle lat spotkaliśmy naprawdę wiele osób – lekarzy, położne, pielęgniarki i cały personel medyczny i zawsze spotykaliśmy się z życzliwością, profesjonalizmem i zwykłym ludzkim podejściem. Po tylu latach to już nawet nie jest zaskoczenie, że wchodzisz do kliniki i ktoś cię rozpoznaje, pamięta twoją historię i wie, na jakim jesteś etapie. To daje ogromne poczucie, że nie jesteś kolejnym przypadkiem czy numerem.
Jeśli ktoś, kto czyta ten wpis, jest właśnie na początku albo w środku swojej drogi, chciałabym przede wszystkim dodać mu otuchy. Nie poddawajcie się. Wiem, jak bardzo potrafi boleć kolejna nieudana próba i jak łatwo zacząć wątpić, że kiedykolwiek się uda. My czekaliśmy bardzo długo. Przeszliśmy przez 7 nieudanych transferów, wiele badań, leków, zabiegów i momentów zwątpienia.
Ale na końcu tego wszystkiego czeka największa nagroda.
Z całego serca dziękuję całemu zespołowi lekarskiemu i medycznemu kliniki za wytrwałość, cierpliwość i ogromne zaangażowanie. A szczególnie dr. Piotrowi za to, że przez te wszystkie lata nie przestał szukać sposobu, by nam pomóc.
Czasami ta kolejna próba naprawdę może być tą szczęśliwą
A.