Przejdź do treści

Po 7 nieudanych transferach przyszedł czas na szczęśliwą 8 ❤️

01 września 2026

Po 7 nieudanych transferach przyszedł czas na szczęśliwą 8 Nasza historia w tej klinice zaczęła się ponad 5 lat temu, choć starania o dziecko rozpoczęliśmy znacznie wcześniej. Dziś jestem w 22. tygodniu ciąży, która rozwija się książkowo, a ja wciąż czasami nie mogę uwierzyć, że to naprawdę się wydarzyło.

Mam endometriozę IV stopnia, liczne zrosty i torbiele w jajnikach, a moje AMH z czasem spadło z 1,00 do zaledwie 0,19. Po drodze przeszliśmy przez 7 nieudanych transferów. Były momenty trudne, ale ani razu nie zwątpiłam w fachowość i zaangażowanie całego zespołu.

Chciałabym szczególnie podziękować dr. Piotrowi Lewandowskiemu, który przez te wszystkie lata wytrwale i cierpliwie walczył razem z nami o ciążę. Ogromnie doceniam to, że do każdego transferu podchodził indywidualnie. Próbowaliśmy różnych sposobów przygotowania, dzięki czemu cały czas miałam poczucie, że szukamy rozwiązania, a nie stoimy w miejscu. Czułam się zaopiekowana i wiedziałam, że doktor naprawdę zna naszą historię i szuka najlepszego rozwiązania właśnie dla nas.

Mimo bardzo słabych wyników udawało się uzyskiwać zarodki dobrej jakości, choć najczęściej pobierano ode mnie zaledwie 1–2 oocyty. Na pewno jest w tym ogromna zasługa całego sztabu embriologów z dr Kozioł na czele. Wcześniej, w innej klinice, przy większej liczbie pobranych oocytów zarodki niestety obumierały. Tutaj, mimo tak trudnej sytuacji, cały czas była nadzieja.

Jedną z największych zalet kliniki jest dla mnie to, że patrzy na pacjenta całościowo. W jednym miejscu mamy dostęp do naprawdę świetnych specjalistów z różnych dziedzin i nie trzeba samemu szukać kolejnych lekarzy na zewnątrz. Od diagnostyki, badań krwi i przygotowania do procedury, przez cały proces leczenia, aż po dodatkowe badania czy zabiegi, które mogą zwiększyć szanse na powodzenie. W moim przypadku były to m.in. histeroskopie czy HyCoSy, czy nawet sklerotyzacja torbieli. Dzięki temu przez te wszystkie lata miałam poczucie, że ktoś naprawdę patrzy na całą historię, a nie tylko na pojedynczy wynik czy kolejny transfer.

Bardzo ważnym momentem było właśnie wykrycie przez dr. Dońca wodniaka jajowodu, który wraz z postępującą endometriozą coraz bardziej przeszkadzał w całym procesie. Po jego usunięciu mogliśmy spróbować ponownie.

I w końcu – po 7 nieudanych transferach – przyszedł ten 8. i szczęśliwy.

Dziś jesteśmy w zupełnie innym miejscu. Czekamy na nasze wymarzone dziecko i po tylu latach walki jest to dla nas niewyobrażalne szczęście. Co więcej, w klinice czekają na nas jeszcze nasze zarodki, dlatego możemy powiedzieć, że nasza przygoda z kliniką jeszcze się nie kończy. Mamy nadzieję, że być może w przyszłości dzięki nim nasza rodzina jeszcze się powiększy.

Nie mogę też nie wspomnieć o ludziach, którzy tworzą to miejsce. Przez tyle lat spotkaliśmy naprawdę wiele osób – lekarzy, położne, pielęgniarki i cały personel medyczny i zawsze spotykaliśmy się z życzliwością, profesjonalizmem i zwykłym ludzkim podejściem. Po tylu latach to już nawet nie jest zaskoczenie, że wchodzisz do kliniki i ktoś cię rozpoznaje, pamięta twoją historię i wie, na jakim jesteś etapie. To daje ogromne poczucie, że nie jesteś kolejnym przypadkiem czy numerem.

Jeśli ktoś, kto czyta ten wpis, jest właśnie na początku albo w środku swojej drogi, chciałabym przede wszystkim dodać mu otuchy. Nie poddawajcie się. Wiem, jak bardzo potrafi boleć kolejna nieudana próba i jak łatwo zacząć wątpić, że kiedykolwiek się uda. My czekaliśmy bardzo długo. Przeszliśmy przez 7 nieudanych transferów, wiele badań, leków, zabiegów i momentów zwątpienia.

Ale na końcu tego wszystkiego czeka największa nagroda.

Z całego serca dziękuję całemu zespołowi lekarskiemu i medycznemu kliniki za wytrwałość, cierpliwość i ogromne zaangażowanie. A szczególnie dr. Piotrowi za to, że przez te wszystkie lata nie przestał szukać sposobu, by nam pomóc. 

Czasami ta kolejna próba naprawdę może być tą szczęśliwą

A.

Powrót do historii pacjentów